wtorek, 13 stycznia 2015

Żeby życie miało smaczek ... raz kolendra, raz kardamon cz. I


Przyprawy zasługiwałyby na oddzielnego posta nawet gdyby chodziło tylko o niepowtarzalny smak, jaki nadają potrawie. A robią znacznie więcej dobrego. Na ich dobroczynne właściwości wskazywały już wszystkie starożytne systemy medyczne. Wiele z naszych babć jeszcze zna i stosuję tę wielowiekową mądrość, jednak jako przedstawiciele młodszych pokoleń, (w większości) nie mamy  na ten temat najmniejszego pojęcia. Ajurweda wskazuje na lecznicze działanie wielu z nich  i podaje sposoby wykorzystania przypraw w rozmaitych dolegliwościach. O tym jak wygląda ajurwedyjska domowa apteczka i o praktycznym pozakulinarnym wykorzystaniu przypraw opowiem Wam już za kilka dni, dziś natomiast zacznę od podstaw.

Przyprawami mogą być korzenie, kora z drzew lub nasiona –w całości lub zmielone. Zioła to przeważnie liście, łodygi lub kwiaty. Ich ogromna różnorodność sprawia, że nie sposób wymienić wszystkie. Pozwólcie zatem, że zapoznam Was z najważniejszymi i najczęściej przeze mnie używanymi.

KOLENDRA (ang. Coriander) – dostępna w liściach oraz w nasionach. Liście kolendry są w Indiach tak popularne, jak u nas natka pietruszki. Jest jedną z niewielu przypraw, która ma właściwości wychładzające. Jest podstawą wielu masali. Napar z nasion kolendry powinien również uchronić nas przed problemami trawiennymi, jeśli zdarzyło się nam przejeść.

KMINEK INDYJSKI/ KMIN RZYMSKI (ang. Cumin) – delikatny w smaku, jest podstawowym składnikiem mieszanek curry. Rozgrzewa i poprawia trawienie. Dlatego warto o niej pamiętać kiedy przygotowujemy potrawy ciężkostrawne oraz rośliny strączkowe.

KOZIERADKA/ METHI (ang. Fenugreek) – ma właściwości rozgrzewające. Stosuje się je w chorobach dróg oddechowych oraz, gdy chcemy pobudzić laktację u matek karmiących. Do masali dodajemy ją jako ostatnią z nasion, ponieważ bardzo szybko się przypala i nabiera gorzkiego smaku.

AJWAN/ ADŻWAN (ang. Celery seeds) – należy do rodziny selerowatych. Wykorzystuje się go w daniach pikantnych oraz z użyciem mąki cieciorkowej. Z powodzeniem można go również dodać do naparu np. z imbiru. Ma wiele właściwości leczniczych np. w nudnościach, biegunce, wzdęciach. Uważany jest za afrodyzjak. Niektórzy zalecają go jako remedium dla mężczyzn przeżywających kryzys wieku średniego.

KURKUMA (ang. Turmeric) – spożywana w postaci sproszkowanej. Działa rozgrzewająco. Ma intensywnie żółty kolor, dzięki czemu jest znanym barwnikiem spożywczym, także w domowym zaciszu (jeśli jednak dodamy w nadmiarze, wyczuwalny będzie jej gorzki smak). Ma wiele wspaniałych właściwości – oczyszcza krew, usprawnia pracę wątroby, wspomaga trawienie, jest pomocna u cukrzyków. Dlatego dodaję ją do niemal każdej potrawy.

KOPER WŁOSKI/ FENKUŁ (ang. Fennel) – ma słodki smaki i właściwości wychładzające. W smaku przypomina anyż lub lukrecję. Wspomaga trawienie i odświeża oddech (uprażony na sucho i żuty). Moim sposobem na poprawienie strawialności strączkowych jest gotowanie ich właśnie w „herbacie” z kopru włoskiego.

CYNAMON (ang. Cinnamon) – doskonale znany w Polsce. Najlepiej kupować w postaci lasek i mielić samodzielnie. Ma właściwości bakteriobójcze, stymuluje wydzielanie śliny, przynosi ulgę przy dużym pragnieniu i suchości w ustach. Wzmacnia i ożywia tkanki. Jest naturalnym środkiem czyszczącym i napotnym. Pomocny na przeziębienia i kaszel. Należy jednak używać z umiarem.

IMBIR (ang. Ginger)– dostępny w postaci świeżej lub sproszkowanej. Ma wszechstronne zastosowanie w kuchni, a także jako naturalne remedium na wiele schorzeń – napar imbirowy z cytryną i miodem świetnie sprawdzi się w zimne wieczory, zwłaszcza przy przeziębieniu; świetny okaże się też przy niestrawności, bólu brzucha czy w chorobie lokomocyjnej.

CZARNUSZKA (ang. Black cumin/ nigella)- jej małe czarne nasiona przypominają w zapachu cebulę, w niektórych miejscach wykorzystuje się je też jako substytut pieprzu. W medycynie stosowana jako środek na niestrawność, a także w celu wywołania skurczy porodowych i przyspieszenia laktacji. W kuchni natomiast świetna do dań z ryżu, kasz, z warzywami.

GAŁKA MUSZKATOŁOWA (ang. Nutmeg) – można używać ją do dań słonych i słodkich. Najlepiej ścierać ja bezpośrednio przed użyciem, ponieważ szybko traci zapach i smak. Stosowana z umiarem wzmaga apetyt i jest pomocna przy nudnościach i biegunce.

ASAFETIDA (ang. Asafetida) – pochodzi z żywicy drzewa. Dostępna w postaci sproszkowanej, wymieszana z mąką. Ma intensywny zapach i smak, który przypomina cebulę i jako jej zamiennik jest często używana. Ma właściwości lecznicze. Podobno jest tak skutecznym środkiem na wzdęcia, że może wyleczyć z niestrawności nawet konie.

SZAFRAN (ang. Saffron)- przyprawa luksusowa, zwana królem przypraw. Kwiat krokusa, z którego pochodzi, ma tylko trzy nitki szafranu, więc na jeden 1 kg szafranu potrzeba ok. 140 tysięcy zerwanych ręcznie kwiatów – stąd jego niebotyczna cena. Odrobina szafranu  wystarcza jednak na długi czas. Autentyczny szafran ma przyjemny i delikatny zapach. Wykorzystuje się go do barwienia i aromatyzowania słodyczy, potraw z ryżu oraz napojów. Należy go podprażyć i zamoczyć w łyżce ciepłej wody lub mleka.

CZARNA GORCZYCA (ang. Black mustard seed) – jest jedną z podstawowych przypraw w kuchni indyjskiej. Ma ostry smak i lekko orzechowy zapach. Jej właściwości lecznicze wykorzystuje się np.  w schorzeniach reumatycznych.

KARDAMON (ang. Cardamon) – doskonała przyprawa do słodyczy i dań mlecznych. Ma wiele drogocennych właściwości m.in. dla układu krwionośnego i trawiennego. Poza tym poprawia oddech.

TAMARYNDA (ang. Tamarind) – bardzo kwaśna przyprawa pochodząca z ogromnych strąków tropikalnego drzewa. Najwygodniejsza w użyciu jest pasta z tamarydnowca. Jeśli jest niedostępna, podobny smak można uzyskać przez zmieszanie soku z cytryny z trzcinowym cukrem.

W jaki sposób używać tych wszystkich przypraw w kuchni, aby wydobyć ich smak, jak przygotować swoją mieszankę oraz w jakiej kolejności je dodawać dowiecie się już niedługo, dziś natomiast skosztujcie przepisu na puree z ziemniaków i warzyw z wykorzystaniem podstawowej mieszanki przypraw w kuchni indyjskiej zwanej garam masalą.   
 
Przepis na PUREE Z WARZYW Z GARAM MASALĄ


Ziemniaki + dowolne warzywa np. seler, pietruszka, bataty (w proporcji ok. 1:1)
sól, pieprz
garam masala – ok. 1 łyżeczki na 4-5 sporych warzyw
sok z cytryny
ghee/ masło klarowane
ew. woda z gotowania warzyw

Ziemniaki i wszystkie warzywa obierz (z wyjątkiem batatów) i ugotuj razem na parze do miękkości. Nie szkodzi jeśli warzywa mają różny czas gotowania. Ważne, aby ziemniaki były miękkie, reszta warzyw może być trochę twardsza. Przełóż do miski, rozgnieć widelcem, dodaj pozostałe składniki i wymieszaj. Jeśli puree jest za suche możesz dodać odrobinę wody z gotowania warzyw.  Jeśli lubisz, puree możesz posypać natką pietruszki lub koperkiem.

PRZEPIS NA GARAM MASALĘ:

4 Łyżki nasion kolendry
2 Łyżki nasion kminku indyjskiego
2 łyżeczki nasion kardamonu
2 Łyżki ziaren czarnego pieprzu
1 łyżeczka całych goździków
2x 5cm laski cynamonu

Każdą z przypraw upraż oddzielnie, a następnie zmiel w młynku. Przechowuj w szczelnym pojemniku. Garam masala świetnie sprawdza się do dań z soczewicy, kaszy – zwłaszcza gryczanej i warzyw. Dodawaj ją do potraw pod koniec gotowania lub przed samym podaniem.

 
Opracowane na podstawie: dr Vasant Lad, Ayurveda The Science of Self-Healing oraz Adiraja dasa, Kuchnia Kryszny indyjskie potrawy wegetariańskie oraz strony internetowej www.przyprawowy.pl

sobota, 10 stycznia 2015

Ciasteczka tysiąca możliwości


 
Zainspirowana pysznymi ciasteczkami jęczmiennymi Sante postanowiłam stworzyć swoją domową bezcukrową wersję. Oto rezultaty. Ciasteczka są bardzo smaczne, chrupiące z zewnątrz i miękkie w środku. Do tego przygotowuje się je w 5 minut i równie szybko znikają z talerza. Są bardzo sycące i pożywne, dlatego świetnie nadają się na drugie śniadanie lub podwieczorek. Jak zawsze możecie bawić się składnikami. Jęczmień zastąpić owsem, gryką, prosem.Ciastka możecie też przyprawić kardamonem lub wzbogacić suszoną żurawiną, kawałkami czekolady, orzechami, kakaem. Sky is the limit.

SKŁADNIKI:

1 szkl. Perłowej kaszy jęczmiennej
1,5 szkl. Płatków jęczmiennych
1,5- 2 Łyżek siemienia lnianego + 6 Łyżek wody
2 Łyżki wiórków kokosowych (najlepiej zmielonych)
5-6 Łyżek ghee/ oleju kokosowego
szczypta soli
ok. ½ szkl. Dowolnego syropu

PRZYGOTOWANIE:
Kaszę jęczmienną dokładnie zmielić w młynku, wymieszać z płatkami, wiórkami kokosowymi i solą. Siemię lnianę zmielić i wymieszać z 6 łyżkami wrzącej wody. Odstawić na kilka minut. Siemię w tej postaci jest znakomitym substytutem jajek w wypiekach. Sypką masę połączyć z ghee, a następnie sz siemieniem i syropem. Ja użyłam ok. 4 łyżki melasy trzcinowej, którą rozpuściłam w ½ szkl. Gorącej wody. To samo można zrobić z cukrem palmowym jageery. Świetne będą też syrop z agawy, klonowy i każdy inny. Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Ręce zwilżać ciepłą wodą i formować  ciastka dowolnej gramatury, wyłożyć na papierze do pieczenia i piec przez ok. 25 minut – aż będą mocno zarumienione. Najlepsze są, gdy ostygną -  wtedy stają się chrupiące.


czwartek, 8 stycznia 2015

Roślinny pasztet w dwóch odsłonach


Nie znam osoby , która by ich nie lubiła. Świetnie nadają się nie tylko do kanapek, ale też jako dodatek do głównego dania. Można je przygotować z kaszy, warzyw czy strączkowych, które zostały nam po obiedzie.  W uproszczeniu przepis wyglądałby tak: zblendować to, co akurat mamy pod ręką z mielonymi pestkami/ orzechami i/lub kaszą jaglaną, dowolnie przyprawić, dodać kilka łyżek tłuszczu i zapiec. Są proste w przygotowaniu i po prostu smaczne. Mowa oczywiście o wegetariańskich pasztetach. Dziś przedstawiam Wam dwie zupełnie różne w smaku wersje. Przepisy możecie wykorzystać w pełni lub tylko jako insipirację. Nie bójcie się eksperymentować.  Pierwsza pasztetowa propozycja - z soczewicą - przypomina w smaku pasztety mięsne. Druga jest delikatniejsza, mocno warzywna i mi akurat bardziej przypadła do gustu, ale to już kwestia indywidualna.


PASZTET WARZYWNY


SKŁADNIKI:
na 1 dużą lub 2 małe keksówki

1 łodyga selera naciowego
1 por
1 pietruszka mała
2 marchewki
nieduży kawałek selera
3 Łyżki koncentratu pomidorowego
1/2- 3/4 szkl. suchej kaszy jaglanej
3/4 szkl. mielonych pestek słonecznika
czarnuszka
sól
papryka wędzona
kurkuma
kminek
tymianek
rozmaryn
pieprz
1/3 szkl. oleju + 2-3 Łyżki oleju/ghee do smażenia

PRZYGOTOWANIE:

Seler naciowy pokroić na półokręgi, por przekroić wzdłuż i postąpić jak z selerem. Resztę warzyw zetrzeć na tarce. Rozgrzać 2-3 Łyżki tłuszczu, dodać kminek i czarnuszkę, po chwili paprykę i kurkumę. Najpierw dodać por. Kiedy się zeszkli, wmieszać resztę warzyw . Podsmażać je przez chwilę, dodać odrobinę ciepłej wody i dusić przez kilkanaście minut. W tym czasie wypłukać kaszę jaglaną i ugotować ją w dwukrotnie większej ilości wody z odorbiną soli i kurkumy. Kiedy warzywa będą całkowicie miękkie, dodać koncentrat, sól, pieprz i zioła. Wymieszać z kaszą, olejem i mielonymi pestkami i delikatnie zblendować. Przełożyć do wyłożonej papierem do pieczenia keksówki. Można ozdobić suszonymi pomidorami. Piec w rozgrzanym piekarniku w 180 stopniach przez ok. 40-45 minut ( aż boki zaczną odchodzić od blachy). Uważać, aby za mocno nie spiec pasztetu, bo będzie za suchy.


PASZTET Z SOCZEWICY


SKŁADNIKI:
na 1 dużą lub dwie małe keksówki

3/4 szkl. suchej soczewicy zielonej/ brązowej
1/2 szkl. suchej kaszy gryczanej
3/4 szkl. zmielonych płatków owsianych
2 Łyżki skrobii ziemniaczanej/ kukurydzianej
1/3 szkl. oleju
2 Łyżki garam masali
1 łyżeczka cynamonu mielonego
sól
papryka ostra
4 liście laurowe
4 ziela angielskie
2 Łyżki powideł śliwkowych
1 łyżeczka musztardy
garść suszonej żurawiny
ew. zmielony sezam/ orzechy do przyozdobienia

PRZYGOTOWANIE:

Soczewicę wypłukać i namoczyć na ok. godzinę. Kaszę i soczewicę ugotować do miękkości w osobnych garnkach z zielem angielskim i liściami laurowymi i solą (w 2-2,5 krotnie większej ilości wody). Ugotowane produkty wymieszać w jednym naczyniu z przyprawami, zmiksować blenderem, dodać skrobię, płatki owsiane, olej. Na koniec wmieszać suszoną żurawinę i przełożyć do keksówki. Wierzch pasztetu można posypać mielonym sezamem lub dowolnymi orzechami. Piec w 180 stopniach przez ok. 45 minut (zależy to również od wielkości keksówki).



piątek, 26 grudnia 2014

Buraczana zupa, co nie jest barszczem


 
Perspektywa gotowania wigilijnego barszczu od początku nie nastrajała mnie pozytywnie. W kuchni lubię szybkie rozwiązania, a dobry barszcz, powinien mieć dobry zakwas, który trzeba przygotować kilka dni wcześniej. Poza tym jest mało ekonomiczny – powstaje niewiele płynu, w zamian za mnóstwo rozgotowanych warzyw, które są niesmaczne, a których szkoda wyrzucić. Nie zrozumcie mnie źle- uwielbiam prawdziwy domowy barszcz. W tym roku jednak zdecydowałam się i tu odstąpić od tradycji. Były buraki, ale w postaci kremu z pomarańczą i kokosem. Krem był rozgrzewający, lekki, zawierał wszystkie smaki i nawet teraz na jego myśl cieknie mi ślinka. Moja siostra, która nieszczególnie przepada za polską świąteczną kapuściano- grzybową tradycją powiedziała, że ta zupa to było jej ulubione wigilijne danie. Nie muszę dodawać, że jest idealny nie tylko na święta, ale na całą zimową porę.

SKŁADNIKI:
na 4-5 litrów

1 kg buraków
1 pietruszka
1 duże jabłko
1 łodyga selera naciowego
2 Łyżki ghee/ oleju kokosowego
1 Łyżka kolendry
1 Łyżka kminku
1 łyżeczka czarnego pieprzu
5 cm laski cynamonu
kilka goździków
1 łyżeczka asafetidy (opcjonalnie)
3 liście laurowe
sól
woda
sok z 0,5 cytryny
sok z 2 pomarańczy
4-5 Łyżek śmietanki kokosowej/ mleka kokosowego

PRZYGOTOWANIE:

Na suchej patelni uprażyć osobno nasiona kolendry, kminku, pieprzu, laskę cynamonu i goździki. Zmielić je razem. Buraki, pietruszkę i jabłko wyszorować i obrać (zostawić skórkę z jednego buraka). Pokroić je w kostkę. Seler naciowy posiekać w półksiężyce. W garnku z grubym dnem rozgrzać ghee, dodać zmielone przyprawy, asafetidę i liście laurowe. Kiedy po kuchni zacznie rozchodzić się piękny korzenny zapach, do garnka dodać wszystkie warzywa, śmietankę kokosową oraz skórkę z buraka (aby zupa zachowała intensywnie buraczkowy kolor),smażyć przez kilka minut i następnie zalać gorącą wodą (tyle, by wystawała kilka centymetrów ponad poziom warzyw). Kiedy się zagotuje dodać soli i gotować na małym ogniu przez co najmniej godzinę.  Pod koniec dodać sok z cytryny i pomarańczy. Na koniec wyjąć skórkę i wszystko dokładnie zblendować. Podawać z płatkami migdałowymi lub świeżą miętą. Pyszne.

wtorek, 23 grudnia 2014

Zwykłe niezwykłe gołąbki


Przyznam, że mięsnej wersji gołąbków nigdy nie lubiłam. Nijakie klejące nadzienie, rozgotowana kapusta i mączny sos w ogóle do mnie nie przemawiały. Z zamiarem przygotowani wersji jarskiej nosiłam się od dawna, ale na codzień gotuję tylko dla dwóch osób i po prostu nie mamy takiej mocy przerobowej, by zjeść naraz całą główkę kapusty. Na szczęście święta już za rogiem, przy wigilijnym stole zasiądzie aż 9 osób, więc to świetna okazja by wreszcie zrealizować swój gołąbkowy plan. W tej wersji korzystam z kapusty włoskiej, ponieważ ma znacznie ładniejszy i żywszy wygląd, od tradycyjnej. Farsz z zielonej soczewicy i kaszy gryczanej jest wyrazisty i trochę orietnalny, a sos pomidorowy z wędzoną śliwką to wisieńka na torcie.

SKŁADNIKI:
1 kg kapusty włoskiej
2 Łyżki sosu sojowego
2 Łyżki bulionu wegetariańskiego

FARSZ:
3/4 szkl. kaszy gryczanej (suchej)
1 szkl. soczewicy zielonej (suchej)
1 ziemniak ugotowany
2 saszetki kopru włoskiego
4 liście laurowe
ziele angielskie
2-3 Łyżki ghee/ oleju
1 czubata Łyżka garam masali
1 łyżeczka asafetidy/ 1 mała cebula pokrojona w kostkę
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1,5 łyżeczki papryki wędzonej
1 łyżeczka papryki słodkiej
1,5 łyżeczki majeranku
1 łyżeczka kurkumy

SOS:
500 ml wywaru warzywnego/ bulionu wegetariańskiego
5 wędzonych śliwek
3 Łyżki koncentratu pomidorowego
szczypta soli
2 Łyżki mąki ryżowej

PRZYGOTOWANIE:
Soczewicę wypłukać i namoczyć w zimnej wodzie na 1 godzinę. W dużym garnku zagotować ok. 1,5 l wody, dodać sos sojowy i bulion. Z kapusty odciąć głąb i odrywać liście (wycinać główny nerw), Następnie wrzucać je pojedyńczo do bulionu i gotować parę minut, aby zmiękły. Po wyjęciu delikatnie odcisnąć z nadmiaru wody, uważając przy tym by nie porwać liścia. Kaszę przelać wrzątkiem, wypłukać i ugotować w 1,5 szkl. wody z liściem laurowym i szczyptą soli. Osobno ugotować (w stosunku 2:1) do miękkości soczewicę z herbatką z kopru włoskiego. Pod koniec dodać odrobinę soli. Jeśli soczewica nie jest jeszcze całkowicie miękka, dolać gorącej wody i zaczekać aż wchłonie cały płyn. W jednym naczyniu wymieszać ugotowane kaszę i soczewicę. Ziemniaka rozgnieść widelcem i dodać do farszu. Na patelni rozgrzać olej. Uprażyć na nim wszystkie przyprawy (w tym cebulę) i dodać do nadzienia. Całość delikatnie zblendować, tak aby poszczególne składniki nadal były wyczuwalne. Gotowe nadzienie nakładać łyżką na rozłożone liście kapusty i zawijać ściśle, aby nie rozwinęły się w czasie gotowania. Tradycyjnie gołąbki gotuje się przez kilkadziesiąt minut w bulionie. Ja wolę wersję gotowaną na parze. Do farszu nie przenika wtedy woda i całość jest bardziej zwarta. Poza tym wszystkie wartości odżywcze pozostają w gołąbkach, a nie w wodzie. Wybór należy do Was. W obu wypadkach gołąbki powinny do siebie dokładnie przylegać, aby nie rozleciały się w czasie gotowania. Gotować je do miękkości (30-45 minut). Na sam koniec gołąbki można podpiec przez kilkanaście minut w piekarniku, dzięki czemu trochę zbrązowieją i staną się chrupiące.

Do przygotowania sosu potrzebne jest ok. 0,5 litra warzywnego wywaru. Ja używam zawsze wody, jaka pozostaje mi z gotowania na parze różnych warzyw (do tego dodaję ew. 1 łyżkę bulionu warzywnego). Do wywaru należy dodać wędzone śłiwki i gotować przez chwilę, aż wydobędzie się ich smak i aromat. Po paru minutach trzepaczką wmieszać koncentrat pomidorowy  (ilość zależy od intensywności smaku, jaki chcecie uzyskać), jeśli jest taka potrzeba, odrobinę soli i na koniec mąkę ryżową. Gołąbki polać sosem. Podawać na przykład z puree ziemniaczanym (lub warzywnym). Mniam ...




poniedziałek, 22 grudnia 2014

Wigilijny bigos


Niemal w każdym domu istnieje sprawdzony od lat przepis na bigos przygotowywany specjalnie na wigilijną kolację. Chyba nie skłamie mówiąc ile gospodyń, tyle receptur. W dodatku każdy Polak ma swoje wyobrażenie na temat jego idealnego smaku. Biorąc to pod uwagę, w cale nie zamierzałam zamieszczać tego przepisu. Pomyślałam, że bigos ten wystawię na ocenę tylko swoich najbliższych i nie będę  konfrontowała się z wielowiekową tradycją. Zwłaszcza, że moja wersja nie zawiera ani grama mięsa, co możnaby uznać za profanację. Efekt końcowy jest jednak tak daleko zadowalający, że grzechem byłoby go trzymać w ukryciu.  Smakiem nie ustępuje w niczym wersji tradycyjnej. Suszone grzyby, wędzona śliwka, czerwone wino, dobrej jakości kiszona kapusta i zmyślnie dobrane przyprawy składają się na całość, która cudownie łechce podniebienie. Wędzone tofu do złudzenia przypomina mięsny wkład, tak że nawet jego zagorzali fani byliby zadowoleni. Jeśli więc przygotowanie tegorocznego kultowego wigilijnego dania jeszcze przed Wami z całym przekonaniem zachęcam Was do wypróbowania mojej wersji. Czyż świadomość, że Wasze świętowanie przy świątecznym stole pośród ogólnej radości i miłości nie jest okupione cierpieniem innych zwierząt, nie byłoby wspaniałe ? Gwarantuję, że będziecie zadowoleni. To jak, dacie się namówić ?

SKŁADNIKI:
1 kg dobrej kiszonej kapusty
1 kg włoskiej kapusty
1 cebula
olej
4 liście laurowe
1 Łyżka ziaren jałowca
1 łyżka ziela angielskiego
1 łyżka soli
2 łyżeczki papryki wędzonej w proszku
1 kostka wędzonego tofu (300g)
woda
1 małe jabłko
duża garść suszonych grzybów
duża garść wędzonych śliwek
2 Łyżki sosu sojowego
150 ml półsłodkiego/półwytrawnego czerwonego wina
2-3 Łyżki powideł śliwkowych
mały koncentrat pomidorowy

PRZYGOTOWANIE:
Grzyby namoczyć na kilka godzin w wodzie. Kapustę kiszoną pokroić na mniejsze kawałki. Do garnka z grubym dnem wlać olej, tak by równomiernie przykrył całe dno i rozgrzać go. Dodać przyprawy i posiekaną w kostkę cebulę . Kiedy cebula się zeszkli, dodać pokrojone w kostkę tofu i po chwili kapustę kiszoną, wymieszać i zalać 1 l przegotowanej wody. Zmniejszyć ogień i gotować przez ok. godzinę. W tym czasie poszatkować dość drobno kapustę i przelać ją wrzątkiem, rozdrobnić też grzyby i wędzone śliwki. Jabłko pokroić w małą kostkę. Grzyby (wraz z wodą z moczenia), śliwki, jabłko i sos sojowy dodać do garnka, po czym stopniowo dodawać kapustę włoską. Dolać tyle (ciepłej) wody, by przykryła całość, wymieszać dokładnie i dalej gotować. Po ok. godzinie dodać wino, wymieszać i na najmniejszym ogniu gotować przez kolejne kilka godzin (nawet 5 do 6). Pod koniec dodać powidła śliwkowe i, jeśli lubicie, koncentrat pomidorowy (bigos jest równie smaczny bez niego). Choć nie jest to podejście ajurwedyjskie wszyscy dobrze wiemy, że bigos smakuje najlepiej po kilku dniach, kilkukrotnie odgrzewany, gdy wszystkie składniki dokładnie się połączą. W tych najbliższych dniach postarajmy się jednak zachować przy stole zdrowy rozsądek, a gdy nam go zabraknie pamiętajmy o naparze z nasion kolendry i tonach herbatki z kopru włoskiego J  
 
 


piątek, 12 grudnia 2014

Z serca na talerz czyli naleśniki z miłosnym musem buraczanym

 
Czy doświadczyliście kiedyś błogostanu po zjedzeniu posiłku ugotowanego przez kogoś, kto w przygotowanie włożył całe swoje serce ? Nie ważne czy była to mama, babcia, brat, przyjaciel czy nieznajomy. Nie ważne też tak naprawdę co na tym talerzu się znalazło. Jeśli  nakarmienie Was i wspólne świętowanie przy jednym stole sprawiło gotującemu najwyższą radość, Wy z pewnością odczuliście to zarówno podczas jedzenia, jak i po posiłku. Dla kontrastu przypomnijcie sobie uczucie, jakie towarzyszyło Wam po zjedzeniu na przykład w barze szybkiej obsługi. W zasadzie nie trzeba szukać aż tak ekstremalnych i oczywistych przykładów. Wystarczy przywołać sytuację, w której sami z obowiązku ugotowaliście sobie coś małowartościowego, po czym zjedliście to szybko i nieuważnie. Ociężałość, senność czy problemy z trawieniem to tylko jedne z wielu możliwych „atrakcji”,  jakie potem na Was czekały. Zastanawialiście się kiedyś jaka jest tego przyczyna ? Czy na pewno chodzi tu tylko o składniki odżywcze lub ich brak ? A może staracie się odżywiać zdrowo i racjonalnie, a mimo tego czujecie się źle po jedzeniu ?
Ajurweda czyli starożytna holistyczna medycyna hinduska uczy, że nawet najzdrowszy produkt i najskuteczniejszy lek, mogą stać się trucizną, jeśli spożywane są w nieodpowiedni sposób i/lub w nadmiarze. Jedzenie dostarcza nam energii. Buduje nasze komórki, ale także wpływa na nasz umysł i samopoczucie. Instynktownie wiemy, że kiedy jest nam zimno, powinniśmy wypić rozgrzewającą imbirówkę z miodem. Latem zaś chętniej sięgamy po surowe owoce, które schładzają nas i orzeźwiają. Każdy pokarm, który spożywamy oddziałuje na nas w określony sposób. Co więcej my sami również mamy wpływ na przygotowywany przez nas pokarm. Jeśli gotujemy, kiedy nie mamy na to ochoty, jesteśmy poddenerwowani lub źli, jedzenie ewidentnie smakuje gorzej. Oto właśnie cała tajemnica babcinych obiadów i jednocześnie fastfoodowej niestrawności. Poprzez pożywienie przekazujemy swoim odbiorcom odrobinę siebie. Siebie w stanie, w jakim znajdowaliśmy się podczas gotowania. Mając tę świadomość, możemy dokonywać lepszych wyborów. Każdy z nas ma wewnętrzną mądrość i wie, co jest dla niego dobre. Wystarczy wsłuchać się w to, co mówi nam nasz organizm. Potrzeba odrobiny cierpliwości, by zacząć dostrzegać i właściwie interpretować sygnały, jakie nam wysyła, ale chyba nie muszę przekonywać Was, że warto.
Ajurweda ma dla nas kilka wskazówek, aby ten proces przyspieszyć:
1. Jedz tylko wtedy, gdy jesteś głodny.
2. Nie gotuj, kiedy jesteś w złym nastroju, źle się czujesz. Zanim wejdziesz do kuchni, pozbądź się negatywnych uczuć.
2. Nie podjadaj i nie smakuj w trakcie przygotowywania posiłku.
3. Kiedy jesz, nie skupiaj się na niczym innym – nie czytaj, nie oglądaj telewizji, nie słuchaj muzyki itp. Jedz powoli i uważnie.
4. Jedz w samotności lub w towarzystwie ludzi, których kochasz i wśród których czujesz się dobrze.
5. Delektuj się każdym kęsem. Jeśli spożywasz pokarmy ciężkostrawne, skończ zanim poczujesz się pełny. Jeśli jesz coś lekkiego, możesz najeść się do syta, ale nie przejadaj się.
6. Po skończeniu posiłku posiedź jeszcze przez 5 minut, a następnie zrób krótki spacer.
7. Bądź wdzięczny za to, co masz. Podziękuj za ten posiłek i za wszelkie dobro, jakie Cię dziś spotkało.
Przyjmujecie wyzwanie zastosowania się do tych wskazówek choć przez jeden dzień ? Na 100 %, bez wymówek i kompromisów. Trwa weekend, czas odpoczynku. Uczyńcie z jedzenia swoisty rytuał, delektujcie się nim i dzielcie z Waszymi bliskimi. Dla bardziej odważnych extra challenge. Zrezygnujcie w tym dniu z jedzenia mięsa i innych produktów zwierzęcych. Zaobserwujcie, jak się wtedy czujecie. Jeśli nie macie pomysłu na bezmięsny, pełnowartościowy obiad, pędzę z pomocą. Moja propozycja to miłosny intensywnie fioletowy mus buraczany. Połączenie buraka ze słonecznikiem i kokosem okazało się strzałem w dziesiątkę (smakowym i odżywczym). Proponuję go w zestawie z naleśnikami z mąki cieciorkowej, ale idealnie sprawdzi się z każdym ‘plackiem’ . Mąka z ciecierzycy świetnie spełnia rolę jajka w cieście, do tego ma oryginalny smak. Jej zastosowanie w kuchni hinduskiej jest szerokie. W wersji bezglutenowej możecie pominąć płatki owsiane lub kupić te bezglutenowe (w eko sklepach). Trzeba wtedy być bardziej ostrożnym przy smażeniu, ale wyjdą równie smaczne. Naleśniki możecie polać dowolnym sosem. Ja użyłam sosu z tahiny (pasty sezamowej) z kremem z warzyw. Przepis na sos już wkrótce J
SKŁADNIKI:
dla 2-3 osób
NALEŚNIKI:
¾  szkl. mąki z cieciorki (do kupienia tutaj: http://www.littleindia.pl/trs-maka-groszkowa-1-kg.html)
¼ szkl. Zmielonych płatków owsianych
½ łyżeczki czarnuszki
sól
kurkuma
3 Łyżki oleju + odrobinę do smażenia
woda
MUS BURACZANY:
2 buraki
½ małego jabłka
garść zmielonych pestek słonecznika
1-2 Łyżki śmietanki kokosowej/ 100-150 ml mleka kokosowego
1 łyżeczka musztardy
1 Łyżka ghee
czarna gorczyca
kminek
sól
pieprz czarny świeżo mielony
sok z połowy cytryny
woda

PRZYGOTOWANIE:
Mąkę do naleśników wymieszać z solą, kurkumą i czarnuszką. Następnie stopniowo dolewać wody, cały czas mieszając. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany. Na koniec do ciasta dodać olej i odstawić na kilka minut. Buraki i jabłko zetrzeć na tarce o małych oczkach. Rozpuścić ghee/olej, uprażyć kminek i gorczycę. Dodać buraki i jabłko. Prażyć przez chwilę, aż buraki zaczną puszczać sok. Wsypać mielony słonecznik i stopniowo dodawać mleko kokosowe lub śmietankę kokosową (rozpuszczoną w 100 ml ciepłej wody). Dusić pod przykryciem na małym ogniu, aż buraki wchłoną prawie cały płyn (jeśli jest taka potrzeba dolewać wodę). Teraz zabrać się za smażenie naleśników. Potrzebna jest dobrej jakości patelnia. Przy pierwszym naleśniku posmarować naczynie odrobiną tłuszczu, przy kolejnych można go pominąć. Naleśniki te najlepiej smakują na ciepło, zaraz po przygotowaniu.
Kiedy mus wchłonie niemal całą wodę, odstawić z ognia, doprawić sola, musztardą i sokiem z cytryny oraz posypać pieprzem. Nadziewać nim naleśniki i podawać same lub z dodatkowym sosem.